Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 stycznia 2023

Fajne momenty 2022 - wykańczanie domu

Nie wiem czy tytuł adekwatny do prawdy. To wykańczanie nie ma nic wspólnego z momentem - zajęło Wojtowi cały rok i zabierze cześć kolejnego. 
Głównym zajęciem Wojtka przez cały rok jest uczenie się z filmików, liczenie, rysowanie, szukanie gdzie kupić, kupowanie, odbieranie paczek, kucie, ciągnięcie kabli, planowanie, kopanie, dłubanie, czyszczenie, odmierzanie, przywiercanie, zabezpieczanie, kładzenie, wypełnianie, przebijanie, zbijanie. Na zmianę z pracą na pełen etat, wożeniem pacholęcia do szkoły, drugiej szkoly, na konia, na gimnastykę i od czasu do czasu delegacjami. 

Nie doceniam na codzien jego pracy na budowie, nie bardzo się nią interesuje i w ogóle się w nią nie angażuje, ale kiedy siedzę w ciepłym domu z dziećmi, a on bidny po ośmiu godzinach pracy, w której marznie - jeździ autobusem z walizką pełną naladowanych akumulatorów do wiertarki, przebiera się w brudne, zimne ubrania, w głuchej ciemności i sam jak palec wierci, liczy, wygina się i poci po to, aby kiedyś z tych zimnych gołych ścian zrobił się nasz DOM - to myślę sobie, że mamy najlepszego Wojta na świecie ♥️ 
Ja popracowalam na budowie raptem tydzień, podczas urlopu kiedy nie było dziewczyn (babcia zabrała je w góry). To nie był łatwy tydzień. Na początku trochę ekscytujące, bo nowe, bo inne, ale potem... frustracja, zmęczenie, znudzenie, przeliczenie zamiarów na siły i rozczarowanie własną niemocą.
Miło wspominam ten tydzień, wspólne picie herbaty w "ogródku", podbieranie sobie ostrzejszego noża, podglądanie technik cięcia styropianu, pędzenie na autobus powrotny, odciski, krew (piec zwany kozą prawie mi odciął kawałek pięty, oczywiście zupełnie sam!) - to był fajny czas, ale o wiele bardziej czekam na ten kiedy już będzie ładnie, ciepło, przytulnie i bezpiecznie.

wtorek, 10 stycznia 2023

Coś się kończy, a coś zaczyna...

 W tym roku pożegnaliśmy nasze mieszkanie, którego remont stanowił jeden z głównych tematów bloga dziewięć lat temu. Uwielbiałam to mieszkanie i na szczęście mieliśmy aż rok żeby się z nim pożegnać, więc świadomie cieszyłam się poszczególnymi miejscami, momentami, widokami, cieniami, odgłosami, teksturami, aby je zapamiętać.

Nadal pamiętam jak się czułam gdy pierwszy raz byłam w tym mieszkaniu, kiedy jeszcze było zaniedbane i zniszczone i zupełnie nie nasze. Na zdjęciu poniżej moja ostatnia chwila, kiedy po zniesieniu dziesiątek pudeł i pokonaniu setek schodów żegnam się na zawsze.... (Oczywiście, że płakałam!)


Chwilowo, a może właściwiej byłoby powiedzieć "okresowo" jesteśmy bezdomni i przygarnięci przez mamę. Mieszkamy w dużym pokoju, trochę jak na wakacjach i wcale nie jest nam źle :-)


Powodem, dla którego nastąpiły u nas takie rewolucje mieszkaniowe jest fakt, że dzięki DELIKATNIE MÓWIĄC "uprzejmości" Wierzboli został nam wybudowany i sprzedany DOM*. Prawdziwy!! 


* Uważaj o czym marzysz! :-D